|
Filmowa historia życia i śmierci Iana Curtisa, lidera legendarnego Joy Division, stara się być czymś więcej niż rockową biografią. W pierwszej połowie spełnia wszystkie obietnice, w drugiej rozmienia je na mity.
Filmowa historia życia i śmierci Iana Curtisa, lidera legendarnego Joy Division, stara się być czymś więcej niż rockową biografią. W pierwszej połowie spełnia wszystkie obietnice, w drugiej rozmienia je na mity.
Anton Corbijn - fotograf, twórca teledysków Depeche Mode, Nirvany, U2 czy Metalliki, klipów swojego ukochanego Joy Division zrobić nie mógł. Zamiast tego nakręcił film o krótkiej karierze grupy i jej charyzmatycznego lidera. Na szczęście uniknął konwencji klasycznego filmu muzycznego, choć muzyki jest w nim całkiem sporo. Nie tylko zresztą samego Joy Division, ale też wykonawców, którzy na Curtisa mieli największy wpływ: The Doors, Davida Bowiego, Iggy Popa, Sex Pistols… Udało się też Corbijnowi uciec od stereotypowych wytrychów otwierających prawie każdą rockową biografię. Nie ma tu orgii z armią groupies, narkotykowych i alkoholowych ekscesów, nie ma hotelowych demolek. Bo też i nie mogło być. Ian Curtis nie był przecież typowym rockowym idolem. Jak przystało na kogoś, kto wykreował kult najbardziej dołującego zespołu w historii rocka, od początku odstaje od świata, w którym przyszło mu żyć, od swego sukcesu, a w końcu i od mrocznego image’u. Wrażliwy neurotyk, szukający natchnienia w psychotropach, niewiele ma wspólnego z resztą muzyków Joy Division. Podczas gdy on recytuje Woodswortha, opowiada o muzyce, zachwyca się "Czasem apokalipsy”, reszta paple trzy po trzy o seksie, samochodach i wymarzonych zestawach perkusyjnych. Opierając się na wspomnieniach żony Iana - Deborah Curtis, Corbijn stworzył portret człowieka uwięzionego w dwóch światach i przeciwko obu zbuntowanego. Do biura pośrednictwa pracy, gdzie jest urzędnikiem, Curtis chodzi w czarnym płaszczu z wymalowanym pastą do zębów napisem "Nienawiść”, dusi się w mieszczańskim małżeństwie z Debbie, którą poślubił w wieku 18 lat. W trasy koncertowe jeździ z kochanką - belgijską dziennikarką Annik Honore. Na scenie zamienia się w charyzmatycznego poetę wykrzykującego ciemne strofy o samotności, cierpieniu, śmierci. Za wszelką cenę stara się utrzymać kontrolę nad życiem, zachować równowagę między dwoma swoimi światami. Tyle że nie da się ich pogodzić. Męczy go popularność, koncerty, dom, dziecko, niszczą nasilające się ataki epilepsji. Skazanie na podwójność, niemożność zapanowania nad życiem uczynił Corbijn motywem przewodnim opowieści o Curtisie. Reżyser nic już nie dopowiada. Mnoży tylko sytuacje obudowane wokół tego samego wątku, w efekcie dramat traci na oryginalności i zaczyna popadać w banał. Przyczyną samobójstwa Curtisa okazuje się ostatecznie rozdarcie między żoną i kochanką, pozbawione dopowiedzeń czy choćby symbolicznych konsekwencji, zastąpionych zręcznie podrzucaną mitologią. O dziewczynie, której epileptyczny atak zainspirował Curtisa do napisania utworu "She’s Lost Control” brzmiącego tu jak memento. O samobójstwie popełnionym jakoby po obejrzeniu "Stroszka” Herzoga... Corbijn podąża więc niewolniczo za legendą swego bohatera, nigdy przeciw niej. Do prawdy ukrytej pod mitem zatem nie dociera. Udało mu się za to przenieść do filmu ascetyczną formę swoich teledysków. Surowe, czarno-białe kadry zaskakująco skutecznie udają dokument. Nie tylko z racji uderzającego podobieństwa debiutanta Sama Rileya do Curtisa, ale przede wszystkim dzięki widmowemu autentyzmowi zdjęć Manchesteru. W paradokumentalnej stylistyce utrzymane są też sceny koncertowe, podrasowane teledyskowym skrótem. Formalnie Corbijn trafił w dziesiątkę, ale chyba zbytnio zawierzył wspomnieniom Debbie, przez co sprowadził swego bohatera do wspólnego dla zbuntowanych mizantropów mianownika, a psychologiczną złożoność rozmienił na proste dylematy. Curtis w jego filmie pozostaje cieniem własnej legendy, człowiekiem z krwi i kości bywa jedynie momentami.
Control Wielka Brytania 2007; Reżyseria: Anton Corbijn; Obsada: Sam Riley, Samantha Morton, Alexandra Maria Lara; Dystrybucja: Gutek Film; Czas: 121 min
(Dziennik) |