|
Muzyka - recenzje -
Muzyka - recenzje
|
|
środa, 20 sierpnia 2008 11:53 |
Gdybym zapomniał kluczy do domu, to do otwarcia drzwi zamiast młota albo tarana użyłbym zawartości epki „Manimal” – bo, jak to się zgrabnie określa – brzmienie niszczy.
Gdybym zapomniał kluczy do domu, to do otwarcia drzwi zamiast młota albo tarana użyłbym zawartości epki „Manimal” – bo, jak to się zgrabnie określa – brzmienie niszczy. Płytka bydgoszczan z TDA oparta jest na „niskim brzmieniu”, dobrze znanym z dokonań Rage Against The Machine czy Tool. Skutkuje to tym, że po jej przesłuchania może występować uczucie porównywalne z „byciem przejechanym przez ciągnik z przyczepką”. Zespół sprawnie łączy niesztampowe aranżacje z przebojowością granych motywów – chwytliwe riffy przełamywane są gęsto dysonansami. Jednak do rzeczonych wpływów zespół dorzuca nową jakość. Mianowicie jedna płyta „Manimal” może być odpowiednikiem 100 mikrogramów LSD. A to za sprawą psychodelicznej atmosfery, która unosi się we wszystkich utworach. Gitarzysta najwidoczniej jest na diecie i wszystkie zaoszczędzone pieniądze przeznacza na kupno wah-wah i innych delayów. Niebezpieczeństwo z tym związane może być takie, że podczas koncertów będziemy mieli całe masy znarkotyzowanych słuchaczy. Dla przesłuchania zawartości płyty można udać się na profil zespołu na MySpace - http://www.myspace.com/thedayafterpl, gdzie za jego pośrednictwem można również fizycznie zaopatrzyć się w egzemplarz drogą wysyłkową. W najbliższym czasie można będzie również nabyć płytę w bydgoskim Mózgu lub toruńskiej „Piwnicy pod Aniołem”. kasper.linge |