James Joyce - życie wygnańca |
| Inaczej - Inaczej | ||||
| piątek, 27 lutego 2009 14:40 | ||||
Strona 1 z 2
Joyce to pisarz przez ostatnie kilkadziesiąt lat noszony na rękach, wręcz hołubiony, a wciąż tak naprawdę nieznany. Ulisses jego najbardziej znana powieść (sam Joyce za najważniejszą książkę uważał Finnegans Wake) często czytana z obowiązku nie trafiła pod strzechy tylko na karty encyklopedii.
Tak jak jego dzieła również mało znana jest jego biografia. A szkoda, bo to pasjonująca historia człowieka pełnego sprzeczności, nie rozumianego i niedocenionego, z premedytacją skazującego siebie na egzystencję wygnańca.
James Augustine Aloysius Joyce urodził się w 1882 roku jako najstarszy z dziesięciorga dzieci poborcy podatkowego Johna Stanislausa Joyce,a niepoprawnego hulaki, utracjusza i pijaka. Ojciec jego znany był z nieudolności. Ciągłe kłopoty finansowe powodowały, że cała rodzina musiała przeprowadzać się z mieszkania do mieszkania nawet kilka razy w roku. . Z każdą przeprowadzką ich stan posiadania był mniejszy, rodzina stawała się coraz uboższa.
Brak życiowej stabilizacji w dzieciństwie niewątpliwie zaważył na całym późniejszym życiu pisarza. Rodzinne życie zawsze obarczone było poczuciem grożącej katastrofy, przed którą ratował lombard, bądź niespodziewany przypływ gotówki.
Ojciec pisarza winą za swoje niepowodzenia obarczał wyimaginowanych wrogów. Gorycz za porażki wylewał na swojej rodzinie. W domu dochodziło do ekstremalnych sytuacji i gorszących scen. Któregoś dnia John Joyce w pijanym zwidzie po śmierci nowonarodzonego dziecka chwycił swoją żonę za gardło krzycząc przy tym: „Na Boga, nadszedł czas, by zrobić z tym koniec” i próbował ją udusić. James jako najstarszy syn i jako podpora rodziny rzucił się na plecy ojca i razem z matką przewrócili pijanego ojca na podłogę.
Trzeba jednak przyznać, że mimo takich trudności ojciec dbał, by „słoneczny Jim” jak go w domu nazywano otrzymał dobre wykształcenie. W hiperkatolickiej Irlandii nie mógł pobierać nauk w innym miejscu, niż w szkole prowadzonej przez jezuitów. W szkole stracił wiarę w Boga i religię katolicką, zyskał jednak wiarę w sztukę, którą „grzeszni tworzą dla grzesznych”.
A sam Joyce miał niewątpliwie zadatki na grzesznika. W końcu był synem swojego ojca. Szerokim echem w szkole jezuitów odbiła się sprawa flirtu Joyce'a z młodą służącą. Jego brat Stanislaus opisał całe wydarzenie jako „ wolną amerykankę połączoną z klapsami”, lecz takie zachowanie było dla nich nie do przyjęcia. Joyce o mały włos nie został usunięty ze szkoły. Co by powiedzieli, gdyby dowiedzieli się o tym, że spotyka się z prostytutkami nad rzeką? Joyce miał wtedy 14 lat.
|


