malastandardduza
Niekultura

Struktura mityczna rzeczywistości ("Sen Kasandry" Woody'ego Allena)

Film - recenzje - Film - recenzje
środa, 18 czerwca 2008 17:27

Kadr z filmu Sen KasandryWraz z budzącym gorące dyskusje filmem Woody’ego Allena „Match Point” z 2005 roku (w Polsce znanym jako „Wszystko gra” – tłumaczom gratulujemy i w nagrodę wręczamy kryształowy wazon) zaczęto mówić o narodzinach nowego Allena (entuzjaści), bądź też po prostu o jego artystycznej śmierci (malkontenci). Nowa ścieżka, na jaką wkroczył nowojorski reżyser (ścieżka brytyjska, rzec by się chciało), była powodem sporów pokroju „czy szklanka jest do połowy pełna, czy pusta”.

Kadr z filmu Sen KasandryWraz z budzącym gorące dyskusje filmem Woody’ego Allena „Match Point” z 2005 roku (w Polsce znanym jako „Wszystko gra” – tłumaczom gratulujemy i w nagrodę wręczamy kryształowy wazon) zaczęto mówić o narodzinach nowego Allena (entuzjaści), bądź też po prostu o jego artystycznej śmierci (malkontenci). Nowa ścieżka, na jaką wkroczył nowojorski reżyser (ścieżka brytyjska, rzec by się chciało), była powodem sporów pokroju „czy szklanka jest do połowy pełna, czy pusta”.

 

Pełna – żywych emocji, pasji, emocjonalnego napięcia i nieoczekiwanych zwrotów akcji; pusta – bo zabrakło znamiennych przeinteligentnych gagów allenowskich i samego Allena na ekranie. Itede, itepe. Później nadszedł „Scoop – Gorący temat” (2006) i ugasił (mimo że gorący) żar kłótni – lecz zdaje się jedynie dlatego, że teraz to na nim skrupiły się zjadliwe uwagi krytyków, że znowu źle, bo przecież „Match Point” był taki świeży i nowatorski, a tu znowu głupawy film spod znaku np. „Klątwy skorpiona”. Allen zawsze był przekorny, a w jego świadomej jak rzadko która dziś twórczości nie ma miejsca na filmy-pomyłki. „Scoop” był po prostu potrzebny nam, widzom, abyśmy mogli zaczerpnąć oddech przed „Snem Kasandry”…

 

Ów najnowszy film twórcy „Annie Hall” nawiązuje nie tyle do problemu spod znaku Dostojewskiego (jak „Match Point”), który zdaje się dręczyć reżysera już od czasów „Zbrodni i wykroczeń” (1989), a więc czy może istnieć zbrodnia bez kary, lecz w pierwszej kolejności do Szekspirowskiego „Makbeta”. Allenowską Lady Makbet jest tu bowiem nie kto inny jak tylko Colin Farrell. Od tego skojarzenia nie można się uwolnić przez niemalże cały czas trwania „Snu Kasandry”.

 

Lecz sam tytuł filmu zdaje się zobowiązywać do tego, by w pierwszej kolejności baczyć na mitologię grecką. Mamy więc Sen Kasandry jako imię charta, od którego wygranej w wyścigach psów wszystko się zaczęło… To on „sprawił”, że tragiczne fatum zaczęło wypełniać się w bardzo szybkim tempie. Mamy też sen ojca (Benfield), który przyśniony dwukrotnie zapowiada coś niedobrego w życiu jego synów: Iana (McGregor) i Terry’ego (Farrell). Ale mamy także Medeę – femme fatale Angela (Atwell) wymienia tragedię Eurypidesa z imieniem tej podstępnej zabójczyni w tytule jako swoją ulubioną. Lecz przewrotnie to nie Angela jest Medeą! Szaleństwo, w jakie popada obok Terry’ego również Ian – lecz nie dręczony wyrzutami sumienia jak jego brat, lecz ogarnięty rządzą po pierwsze posiadania, a po drugie – nie zawaham się powiedzieć – również zabijania, i to zabijania rodziny, jak Medea zabiła własne dzieci, przypomina mi w pewnym stopniu o niezwykle krwawym i Histerycznym (Lacan) dziele Pier Paolo Pasoliniego – właśnie „Medei” z 1969 roku.

 

I choć na pozór wszystkie te Allenowskie nawiązania w „Śnie Kasandry” są dość o oczywiste i narzucające się i z tego tytułu (nawet z tytułu samego tytułu filmu) reżysera znowu ktoś chciałby oskarżyć np. o banalność czy pójście na przysłowiową łatwiznę wydeptanymi już przez tłumy ścieżkami, to warto zastanowić się, czy po prostu nie chodzi tu aby o wskazanie na fakt, iż pewne problemy są odwieczne, ciągle nierozwiązane i że wciąż powracając dręczą nas do dziś. I to nie Zanussi i jego np. „Struktura kryształu”, to Allen i jego struktura mityczna rzeczywistości. Ten za Claudem Lévi-Straussem zdaje się sugerować, że nasze życie składa się z takich samych mitemów jak starożytne mity. Dlatego te drugie są uniwersalne i dlatego nawiązywanie i odnoszenie się do nich także dziś jest w pełni uzasadnione, a może wręcz konieczne (?).

 

I gratuluję Allenowi jego przewrotności: tak jak w „Match Point” wszystko zwiastowało, że film skończy się źle, a skończył się „dobrze”, tak oglądając „Sen Kasandry” jesteśmy prawie że przekonani, iż jego „bohaterom”, co prawda dość pechowym, ale – ostatecznie i mimo wszystko – poczciwym, ale też mało rozgarniętym i głupawym (co nie wywołuje politowania, lecz sympatię, jak dla protagonistów „Drobnych cwaniaczków”), coś się w końcu w życiu uda i film skończy się dobrze. Nie kończy się. Więc choć być może brakowało tu nieoczekiwanych, szaleńczych zwrotów akcji jak w „Match Point” (jeśli już porównywać te dwa dzieła), to jednak jakiś tam niemały element zaskoczenia pozostał. Koniec wieńczy dzieło i daje do myślenia. Ja również kończę; czy daję do myślenia – nie wiem, ale jednego jestem pewna: film mogę polecić bez wyrzutów sumienia.

 

© 2008 Emilia Walczak

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Podobne artykuły

Reklama

Pościel dla dzieci
article thumbnailPościel dla dzieci. Bardzo ważnym elementem wystroju każdego pokoju dziecięcego jest odpowiednio dobrana pościel. Wiemy doskonale, że nasze dzieci uwielbiają postacie z bajek i filmów. Bardzo często możemy spotkać najrózniejsze gadżety zawierające aplikacje z Hannah Montana czy Bob Budowniczy. W zależności od wieku, pościel dla dzieci zmienia swoje wzory.  Ważnym elementem jest także jakość wyrobu.
Designed by